Krzyż w życiu ks. Karola Antoniewicza SJ

W latach 1851-1852 ks. Karol przeprowadził trzynaście misji na Śląsku i w Poznańskiem. Były one jego ostatnim wielkim zaangażowaniem duszpasterskim.
Ksiądz Karol Antoniewicz SJ (1807─1852) znany jest przede wszystkim jako autor pięknych pieśni kościelnych, takich jak: Chwalcie łąki umajone i W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie. To właśnie od pieśni o krzyżu rozpoczęła się moja podróż po śladach poety, człowieka nieprzeciętnego, który zachwycił mnie nie tylko pięknem i wyjątkową głębią słowa, ale całym oddanym Bogu i ludziom życiem.
Urodził się w Skwarzawie koło Lwowa w szlacheckiej rodzinie ormiańskiej z wielowiekową tradycją. Był wzorowym studentem prawa, znał pięć języków obcych, komponował utwory muzyczne, tworzył i publikował własne wiersze. Wziął udział w powstaniu listopadowym, a po powrocie z emigracji, w 1832 r. ożenił się z piękną i kochającą Boga ponad wszystko − Zofią Nikorowiczówną, którą nazywał swoim Aniołem.

Przejrzałem, ale wśród łez strumieni
Małżeńskie szczęście Karola i Zofii nie trwało jednak długo. Przerwała je śmierć; w ciągu siedmiu lat stracili bowiem wszystkie pięcioro dzieci. Pomimo ogromu cierpienia nie poddali się jednak rozpaczy i całą swą miłość przelali na biednych, chorych i opuszczonych. Wkrótce ciężko zachorowała też Zofia, której serce obumierało wraz ze śmiercią każdego dziecka. Wówczas oboje podjęli decyzję, że gdy powróci do zdrowia, poświęcą swe życie Bogu − ona zostanie siostrą szarytką, on jezuitą. Niestety Zofia umarła, Karol miał 32 lata i swe cierpienie przeżywał z niezwykłą godnością, a wrodzona wrażliwość i głęboka wiara kazały mu szukać ratunku w ideałach najwyższych. Był przekonany, że to grono pięciu aniołków u stóp Matki Boskiej klęczących, wyprosiło dla niego zmiłowanie.
Pomimo tego, że Zofia umierając zwolniła męża z podjętego zobowiązania, Karol pozostawił wszystkie dobra i miesiąc po pogrzebie żony zgłosił się do zakonu jezuitów w Starej Wsi. Podobnie jak biblijny Hiob, pozostając w ciemnej dolinie śmierci, nie przestał Bogu ufać. Ratunkiem dla niego i światłem stał się Chrystusowy krzyż, pojęty jako dar i nauka Boga oraz droga do Nieba: Wśród cierpienia i łez ujrzałem po raz pierwszy duszą i sercem Ciebie, O Jezu! Ciebie na krzyżu rozpiętego. Odtąd krzyż był dla niego drogowskazem, podporą i bramą niebios. Pisał: Krzyż mój to każda myśl moja, krzyż mój to każde uczucie moje, krzyż mój to serce moje, krzyż mój to życie moje. Bycie dzieckiem Boga i jednocześnie dzieckiem krzyża stanowiło istotę Bożego dziecięctwa według Antoniewicza. To gotowość do radykalnej przemiany, to przyjęcie krzyża z pokorą i godnością.

Panie, przyjm ofiarę życia mego
Śluby zakonne złożył 12 września 1941 r. i ofiarował Matce Bożej ślubny pierścień - najbliższą sercu pamiątkę, prosząc, by został on wprawiony w złotą koronę widniejącą na łaskami słynącej figurce Madonny z nowicjackiej kaplicy. Maryi powierzył swe myśli i ofiarował pierwsze najdroższe skarby: serce i pieśni, w których opiewał Jej chwałę oraz miłość i troskę o człowieka idącego drogą krzyża.
Początek jego działalności kaznodziejskiej przypadł na czas ogromnych klęsk w naszej Ojczyźnie z powodu powodzi i głodu. Pomagał też biednym góralom na Huculszczyźnie. Podczas rabacji galicyjskiej 1846 r. z krzyżem w ręku i w imię krzyża, potęgą krzyża i potęgą Bożego słowa pocieszał cierpiących i kruszył serca dopuszczających się zbrodni. Po pożarze w Krakowa w 1850 r. na gruzach świątyń głosił kazania patriotyczne, przyczyniając się bardzo do zebrania funduszy na odbudowę spalonych kościołów. Przypominając zaś świetlaną przeszłość Ojczyzny, budził świadomość narodową i ożywiał polskiego ducha uciemiężonego polityką zaborcy. Siła oddziaływania kazań najsłynniejszego wówczas na ziemiach polskich jezuity była ogromna. Porównywano go nawet do Piotra Skargi.

Błogosławię Cię za wszystkie łzy i strapienia
W latach 1851-1852 ks. Karol przeprowadził trzynaście misji na Śląsku i w Poznańskiem. Były one jego ostatnim wielkim zaangażowaniem duszpasterskim. Ich kontynuowanie uniemożliwiła zła wola ludzka i szalejąca w Wielkopolsce epidemia cholery. Na początku września 1852 r. pisał, że żyje wśród trumien i płaczu, ale nie opuści tego ludu, choćby miał tu umrzeć. Do końca podzielił krzyż chorych. Zmarł dwa miesiące później w Obrze, miał 45 lat. Pozostawił po sobie żal całej Polski. Nabożeństwa za jego duszę odprawili najwyżsi dostojnicy kościelni, zaliczając go do grona patronów Ojczyzny. Znany historiozof Feliks Koneczny pisał w swym dziele pt. Święci w dziejach Narodu Polskiego, że Antoniewicz był najwybitniejszym w tamtych czasach kapłanem z opinią świętości i wyraził nadzieję, że: nadejdzie dzień, w którym będzie liturgicznie zaliczony do świętych w dziejach Polski. Któż jeśli nie on?
Jego wiersze i pieśni przeniknięte prostą pobożnością i wdziękiem są prawdziwymi skarbami polskiej poezji religijnej. Kazania i listy zachwycają swą głębią. Antoniewicz należy do grona tych twórców, którzy współtworzą złotą legendę narodu polskiego czasów niewoli.
W krypcie kościoła św. Jakuba w Obrze na jego grobowcu widnieje wiersz-testament, w którym wyśpiewał najpiękniejszą pieśń wdzięczności Bogu za całe swe życie:
Za wszystko dobro z Bożej ręki wzięte,
Za skarby wiary, za pociechy święte,
Za trudy pracy i trudów owoce,
Za chwile siły i długie niemoce,
Za spokój, walki, zdrowie i choroby,
Za uśmiech szczęścia i za łzy żałoby
I za krzyż ciężki na barki złożony -
Niech będzie Jezus Chrystus pochwalony!
Bożena Leszczyńska OCV
img
img