Małżeństwo jako duchowa droga

Egoizm i trudności w komunikacji znajdują się często w sercu różnych kryzysów małżeńskich.
Sakramentalne małżeństwo jest drogą duchową, sposobem na rozwój chrześcijańskiego życia wewnętrznego, które dochodzi do pełni i szczytu w mistycznym przeżyciu jedności z Bogiem Trójjedynym. Jeśli tak, to będzie ta droga wiodła przez momenty kryzysu, ciemności, cierpienia. Każda autentyczna droga duchowa zawiera te doświadczenia. Oczywiście, są też okresy radości, uniesienia, ale one nie zawsze i tylko pod pewnymi warunkami pozwalają pogłębiać życie duchowe. W każdym razie te dwa stany przeplatają się na różnych etapach duchowej pielgrzymki.
Rozwój wewnętrzny realizuje się m.in. przez dwa procesy: przezwyciężanie egoizmu i wzrastanie w zdolności do komunikacji. Egoizm i trudności w komunikacji znajdują się często w sercu różnych kryzysów małżeńskich. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że od tego czy i jak się podejmie kryzys małżeński, zależy nie tylko ocalenie bądź uzdrowienie małżeństwa, ale także rozwój, stagnacja czy nawet regres w życiu duchowym małżonków.

Egoizmy
Skupienie tylko na sobie, stawianie na swoim, troska jedynie o siebie - to problem każdego człowieka. Czasami w chwilach refleksji budzi przerażenie to, jak bardzo wszystko ustawiamy i zagarniamy do siebie. Gdy zbliżamy się do innej osoby, by zbudować więź, początkowo wydaje się, że egoizm znika. Wszystkie myśli krążą wokół drugiej osoby. Chce się jej "przychylić nieba" ze wszystkich sił. Niestety, ten stan nie trwa długo. Gdy ujawniają się słabości, nieporozumienia, zadawane są rany, wtedy zanika entuzjazm i pozytywne uczucia. Wtedy dla utrzymania relacji, potrzeba więcej refleksji, odniesienia do wartości, aktów woli, konkretnego zaangażowania.
Proces przemiany egocentryzmu w skoncentrowanie na innym człowieku jest długi i bolesny. Realizuje się na różnych etapach życia i na różne sposoby. Choćby tak, jak w sytuacji małżeństwa z 25-letnim stażem. Zaczęło się od kłótni z mężem. Wyrzucał żonie, że czuje się zaszczuty przez nią, przymuszany, że właśnie przeżyty wspólnie tydzień wakacji był dla niego katorgą i cały czas myślał o swoich przyjaciołach, którzy byli na innym wyjeździe. Bardzo ją to zabolało. Do tego stopnia, że wyprowadziła się z domu. Wewnętrzne zmaganie trwało trzy tygodnie. Kobieta ta jednak nie zasklepiła się w żalu do męża, nie pozwoliła rozrosnąć się niechęci czy nienawiści. Na szczęście miała już duchowe doświadczenie i praktykowała przedłużoną modlitwę. Potrafiła zaufać Bogu na wewnętrznej drodze, którą otwarła w niej ta bolesna sytuacja. To zaufanie karmiło się wieloma wcześniejszymi doświadczeniami bliskości Boga, wdzięczności i radości. Pozwoliła wprowadzić się na drogę oczyszczania. Przyjęła odarcie ze złudzeń w relacji z mężem. Przyznała się przed sobą, że w małżeństwie chciała realizować własne plany, narzucić własną wizję. Było to trudne. Lecz poczuła się spokojniejsza, mogła realistycznie i z zaufaniem spojrzeć na swoje małżeństwo. Przyjęła siebie taką, jaką jest, i swoje małżeństwo takie, jakie jest, zawierzając siebie i związek Bogu. Zrozumiała, że to On chce być w jej życiu na pierwszym miejscu, a nie mąż. Że to przez Niego ma się łączyć z mężem i dziećmi, a każda inna droga jest niszczeniem siebie i najbliższych. Odkryła wiele istotnych prawd.
Ważnym momentem jest ten, gdy osoba, właśnie ta, która czuje się w związku poszkodowana, odkryje swój egoizm, przyzna się do szukania siebie i pozwoli się prowadzić Bogu drogą oczyszczenia i uwalniania. Na jej końcu jest pokój i ufność. Rodzi się zdolność do przebaczenia, umiejętność spokojnej akceptacji drugiej osoby taką, jaką jest, cieszenia się wszelki dobrem, które w niej jest, umiejętność znoszenia cierpienia i ofiarowania go za związek. Miłość rozszerza się, staje się miłosierna, zaczyna obejmować drugą osobę w jej zranieniu i zagubieniu. I wtedy, pozwalając na uruchomienie w sobie duchowego procesu, zyskujemy realny wpływ na zmiany w drugiej osobie. Nowy sposób reagowania na sytuacje sprawia, że pojawiają się w niej nowe przemyślenia, reakcje, zachowania. Rodzi się szansa przemiany.

Komunikacja
Wzrastanie w życiu duchowym to również jakościowe zmiany w komunikacji: otwarcie na innego, akceptacja, głębsza wymiana, ofiarowanie siebie. W chrześcijaństwie celem wewnętrznej drogi jest przecież uczestnictwo w Bogu, który jest Trójcą, doskonałą komunikacją stwarzającą niepowtarzalną jedność. Małżeństwo, w którym tak dużo zależy od komunikacji, naturalnie jest duchową drogą wrastania w Boską jedność w różnorodności.
Nie da się żyć w małżeństwie bez ciągłego pogłębiania wzajemnej komunikacji. Jeśli ktoś myśli, że nie ma już tutaj nic do zrobienia, z pewnością bardzo się myli. Prawdopodobnie żyje bardzo płytko i nie ma kontaktu z sobą samym, z uczuciami, z sercem. We wspólnym życiu rodzi się tyle emocji, przychodzi tyle sytuacji, które ciągle i na bieżąco wymagają wyjaśnienia - tym bardziej, że w tych sytuacjach odsłania się cała historia danej osoby, to, jak została ona ukształtowana. Ciągle jest coś do poznania o sobie, a w związku z tym coś do zakomunikowania współmałżonkowi. I potrzeba ciągłego zmagania z unikaniem trudnych tematów, z lękiem przed dopytaniem, przed upewnieniem się. Jest to istotne, aby nie narastały domysły, błędne przeczucia, zranienia.
Warto jednak pamiętać, że nieraz nawet metodycznie prowadzone dialogi małżeńskie nie są w stanie przezwyciężyć oddalenia między małżonkami. Dzieje się tak, gdy dialog nie jest przyjęty z wolnością. Przykładowo, żona bardzo chce głębszej rozmowy, organizuje wyjazdy na sesje o dialogu, inicjuje go (kobiety częściej niż mężczyźni pragną głębokiej komunikacji). Tymczasem mąż chce tak sobie, albo nie chce, ale zgadza się, bo żona nalega. I prowadzą dialogi. I buduje się złudzenie. Kiedyś pryśnie. Ale wtedy zdrada zaufania będzie ogromnie bolesna. Dialog małżeński wymaga wewnętrznego przekonania oraz przede wszystkim szczerej indywidualnej pracy nad sobą: trzeba poznawać siebie, uzdrawiać rany, rozplątać historię życia, modyfikować schematy zachowań.
Kryzysy w małżeństwie nieraz są odczuwane jako próg rozpadu związku. Jednak przyjęte w duchu chrześcijańskiej wiary ujawniają, że to sam Bóg przeprowadza przez ciemną dolinę konfliktu ku większej dojrzałości duchowej, dając swą łaskę dla przezwyciężania egoizmu i pogłębiania komunikacji. Wiara czyni z małżeństwa - znaku mistycznej jedności Chrystusa z Kościołem, Oblubieńca z Oblubienicą - ścieżkę do duchowej doskonałości i otwiera na mistyczne zjednoczenie z Trójjedynym Bogiem.
ks. Jacek Poznański SJ
img
img