Szansa na odpoczynek

Świat pędzi do przodu w zastraszającym tempie, żyjemy i pracujemy w znacznie szybszym rytmie niż nasi rodzicie czy dziadkowie.
Praca - dom, dom - praca. Świat pędzi do przodu w zastraszającym tempie, żyjemy i pracujemy w znacznie szybszym rytmie niż nasi rodzicie czy dziadkowie. Zdobycze techniki zamiast ułatwiać nam życie, czynią z nas swoich zakładników. Wydaje się, że refleksja, chwila wytchnienia to luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Jak wcisnąć reset, wykasować natłok myśli, załadować baterie do dalszej egzystencji?
Wszechogarniająca presja, ukierunkowanie na sukces okupiony minimalizacją życia prywatnego. Moda na bycie singlem z wyboru, a może odwrotnie, dorabianie ideologii do swojej samotności. Elektroniczne zwierzątko, ba nawet realny malutki piesek w rozkosznym sweterku nazywany dzieckiem ma stanowić wystarczający substytut rzeczywistości? Kopia prawdziwego życia, i to nie ksero wysokiej rozdzielczości, a kalka i rozmazane, ledwie widoczne odwzorowanie.
Ekran monitora niczym lustro baśniowej złej królowej: - "Kto jest najpiękniejszy? Ty! Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą!" - Zwycięzcą, tylko czego? Kolejnego rankingu, który traci ważność wraz z rozpoczęciem nowego miesiąca. Niestety, pustka pozostaje, nie da się jej ująć w żadnej statystyce. Niech nie przekona cię o tym "fachowe" szkolenie bliskie indoktrynacji. Na marginesie, pod płaszczykiem motywacji kryje się zwykła manipulacja, za pomocą której wmawia się nam, że cele ogółu są naszymi celami. Przekonują nas, że będzie jeszcze czas, by odpocząć, a teraz uwaga, bo czujesz oddech kolejnych, młodszych, bardziej dyspozycyjnych współpracowników na swoich plecach.
Biznes używek tłumiących zmęczenie święci swoje tryumfy. Stępienie sfery poznawczej, ograniczenie jej jedynie do celu wyznaczonego przed sobą. Podobnie funkcjonują konie w zaprzęgu. Kolejny krok to psychoanalityk lub co gorsza eksperci z pogranicza ezoteryki, bioenergii i innych "cudów". Kiedyś człowiek przeżywał stres, a obecnie mamy zespół napięcia tego i owego. Szybki styl życia generuje wiele nowych jednostek chorobowych. Cena sukcesu jest zbyt wysoka, narzucona marża kreuje ludzi, którzy już dawno zapomnieli, dlaczego biorą udział w tym wyścigu, nie pamiętają, jak to było, gdy nie biegli, jak to jest odsapnąć na chwilę na bocznym torze. Wprawieni w ruch już się nie zatrzymują.
Zwycięstwo z gatunki pyrrusowych, okupione niewspółmiernym nakładem. Liczy się tylko pierwsze miejsce, zero szacunku dla pokonanych - ciekawe co by na to powiedział baron de Coubertin, twórca współczesnego ruchu olimpijskiego. Brak etosu rywalizacji, można rzucać medalami przyznanymi za drugie miejsce, jak uczynili to niektórzy piłkarze Legii Warszawa. A przecież w Ewangeliach czytamy: Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi (Mt 19, 39) i Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony (Łk 14, 11).
Enter, enter, sms, sms - tak się teraz prowadzi rozmowy, zresztą sms to skrót od angielskiego Short Message Service - czyli krótka wiadomość. Szkoda tracić czas na kontakt osobisty. Telefon komórkowy, laptop, tablet - oto nowi przyjaciele, dostępni, mobilni, a gdy słabną, wystarczy podładować im baterie. W czasie deszczu dzieci się nudzą, a gdy pada bateria i jest awaria zasilania, nudzą się dorośli. Fajnie mieć przyjaciela na gwarancji, można go ulepszać, podkręcać, on nie ma humorów i co najważniejsze nie obrazi się i nie zdradzi nas - po prostu ideał.
Czas, czas, czas - lecz u Koheleta czytamy: Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieniami i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju. Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili. Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca (Koh 3, 1-11).
Wakacje, cisza, spokój, odprężenie - to sceny widywane jedynie w filmach przełączanych szybko w poszukiwaniu wiadomości, w końcu nie można wypaść z obiegu. Cały ten ogrom pięknego świata zepchnięty jest jednie do roli tła naszych codzienny zmagań z życiem. Szkoda, że Bóg tak "się namęczył", by stworzyć dekorację pośpiesznie mijaną w drodze do pracy. Warto przystanąć na chwilę, zaczepność świeżego powietrza, zobaczyć to piękno, którego nie się opisać kodem binarnym i zamknąć w plastikowej oprawie. Bóg zaprasza słowami wieszcza: Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie! Nie dojdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie. Skorzystajmy.
Przemysław Czylok
img
img