Kolekcjoner "starożytności ojczystych"

   Józef Gwalbert Pawlikowski, osiadły w Medyce ziemianin, polityk, urzędnik administracji austriackiej, z zamiłowania botanik, był również kolekcjonerem. Tylko nieliczni wiedzą, że jako jeden z pierwszych zbierał także drzeworyty ludowe.
   Pełniąc funkcję nadwornego sekretarza w Wiedniu, Józef Gwalbert Pawlikowski (1792-1852) zetknął się z Józefem Maksymilianem Ossolińskim. Inwentaryzował jego zbiory, które po śmierci wybitnego kolekcjonera zostały przewiezione do Lwowa i dały początek Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich (Ossolineum). Znajomość ta musiała wywrzeć na Pawlikowskim duże wrażenie. Sam zaczął także zbierać książki, mapy, ryciny, pieczęcie, rysunki i numizmaty, kontynuując jednocześnie pasje zbierackie swojego ojca - Józefa Benedykta. Tak popularne wówczas "starożytnictwo", rozumiane jako stosunek do dziedzictwa minionych wieków, wśród Polaków było szczególnie aktualne wobec utraty niepodległości. Kolekcjonerstwo traktowano jako patriotyczny obowiązek, sposób zachowania naukowego i kulturalnego dorobku narodu, pozbawionego własnego państwa.
   Gromadząc w swojej posiadłości w Medyce, a od 1849 roku we Lwowie "starożytności ojczyste", Pawlikowski pragnął, by zbiory stały się ilustracją dziejów Polski. Tworząc swój zbiór, współpracował z wieloma kolekcjonerami, archiwistami oraz bibliotekarzami. Jednym z nich był Kajetan Wincenty Kielisiński (1808-1849), rysownik, rytownik i bibliotekarz. W czasie swoich podróży po Galicji, Śląsku, ziemiach zaboru rosyjskiego i pruskiego wykonywał dla Pawlikowskiego rysunki w terenie oraz nabywał różnorodne eksponaty.
   Lichoty i bohomazy
   Realizując swą pasję, Pawlikowski jako jeden z pierwszych skierował uwagę na niedocenianą wówczas twórczość ludowych i prowincjonalnych artystów, zaliczając ją tym samym do dziedzictwa narodowego. Na owe czasy był to bardzo nowoczesny pogląd. Te popularne grafiki były poza zainteresowaniem większości kolekcjonerów, a kręgach inteligenckich nazywano je "lichotami" i "bohomazami" pozbawionymi wartości artystycznych. W bogatych zbiorach Pawlikowskiego znalazły się 143 drzeworyty o tematyce religijnej, pochodzące z działających w XVIII i XIX wieku warsztatów ludowych i prowincjonalnych z różnych regionów Polski. Wiele z nich trafiło do Medyki za sprawą Kielisińskiego, który nabywał je w czasie swoich podróży u jarmarcznych kramarzy, na odpustach i w miejscach pątniczych. To grafiki często o unikalnej tematyce i formie, niektóre ręcznie kolorowane. Ciekawą serię stanowią przedstawienia maryjne (60 drzeworytów) i chrystologiczne (34), wzorowane na cudownych wizerunkach z wielu sanktuariów. Są to przykłady pochodzące z ośrodków pątniczych o randze ogólnopolskiej (Częstochowa, Gidle, Kalwaria Zebrzydowska, Góra Świętej Anny), jak i o znaczeniu lokalnym (m.in. Leżajsk, Dzików, Odporyszów, Młodzawy, Przyrów, Kobylanka, Kalwaria Pacławska, Tursko, Bielany). Wiele z drzeworytów to także przedstawienia świętych wspomożycieli (46), czczonych powszechnie opiekunów i orędowników w wielu trudnych sytuacjach życiowych. Obok popularnych pojawiają się dziś już trochę zapomniani, jak św. Izydor Oracz - patron rolników, św. Ambroży czczony przez pszczelarzy, św. Otylia której powierzano ochronę plonów przed gryzoniami, czy św. Tekla - patronka cierpiących na choroby oczu i chroniąca przed dzikimi zwierzętami. Zgromadzone przez Pawlikowskiego drzeworyty są nie tylko znakomitym źródłem ikonograficznym oraz świadectwem XVIII- i XIX-wiecznej religijności i wrażliwości, ale także cennym materiałem do poznania dziejów pątnictwa i historii licznych na ziemiach polskich sanktuariów.
   Burzliwe losy
   Po śmierci Pawlikowskiego w 1852 roku przez wiele lat zbiór ludowych grafik nie wzbudzał większego zainteresowania. Dopiero na początku XX wieku na twórczość ludową skierowali uwagę badacze i artyści. To wówczas zachwycił się nimi między innymi malarz, grafik i rzeźbiarz Władysław Skoczylas, dostrzegając w tych prostych odbitkach źródło artystycznych inspiracji.
   W 1921 roku wnuk Józefa Gwalberta Pawlikowskiego - Jan przekazał drzeworyty z innymi zbiorami do Ossolineum we Lwowie. Tu też zastała je II wojna światowa. W 1940 roku, po wkroczeniu wojsk radzieckich do Lwowa zbiory znacjonalizowano. W czasie okupacji niemieckiej włączono je do struktur niemieckiej Staatsbibliothek Lemberg, a część obiektów ewakuowano w 1944 roku. Szczęśliwie nie zdążyły już dotrzeć do Rzeszy i kilka lat później dały początek Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Wrocławiu. Po wycofaniu się Niemców pozostała we Lwowie spuścizna weszła w skład Biblioteki Akademii Nauk USRR, która później została przemianowana na Lwowską Narodową Naukową Bibliotekę Ukrainy im. Wasyla Stefanyka. Niestety, dostęp do zbiorów Ossolineum przez dziesięciolecia był bardzo ograniczony. Także losy kolekcji ludowych drzeworytów pozostawały nieznane. Nie było wiadomo, czy przetrwały wojenną zawieruchę i późniejsze "czystki" w zbiorach Biblioteki.
   Odnalezione po latach
   W 2012 roku kustosze z Muzeum Etnograficznego w Krakowie rozpoczęli poszukiwania zaginionej kolekcji. Szczęśliwie odnaleźli we Lwowie niemal wszystkie drzeworyty (141). W 2013 roku wszystkie grafiki zinwentaryzowano i opracowano oraz udostępniono w bazie danych Wirtualnego Muzeum Drzeworytów Ludowych (www.drzeworyty.eu ), a w ubiegłym roku po raz pierwszy pokazano na wystawie w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. W ten sposób ta niezwykła część dziedzictwa narodowego została przywrócona pamięci.
Beata Skoczeń-Marchewka
img