Alleluja! Chwalcie Pana!

Ten znany wszystkim okrzyk, obok innego słowa, jakim jest judaistyczne Amen, jest jedną z niewielu formuł, jakie na stałe weszły do naszego języka, choć nie zawsze zdajemy sobie sprawę, co to słowo w istocie oznacza.
   Poranek wielkanocny, który dla nas niesie przesłanie zwycięstwa Pana Jezusa nad śmiercią, otwierając długi okres liturgicznego uniesienia i radości, dla apostołów nie był wcale czasem, w którym było im do śmiechu. Zaledwie dwa dni wcześniej w okrutnych mękach skończył życie ich Nauczyciel, a oni dość aktywnie się do tego przyczynili. Nie obeschły więc jeszcze łzy na ich policzkach, sumienia jeszcze wcale się nie wyciszyły, a obawy o własne życie wydawały się nawet wzrastać. Co z nami teraz będzie? - pytali niektórzy, wielu pewnie też szukało usprawiedliwienia, choć wszyscy chyba zdawali sobie sprawę, że w ich sytuacji najlepsze, co mogliby zrobić, to milczeć, a milcząc, czekać, aż znów otworzą się niebiosa i znów rozlegnie się z nich Boży głos. Ku zaskoczeniu wszystkich otworzyły się jednak nie niebiosa, ale... grób.

   Nawet ten oczywisty znak nie od razu przywrócił wszystkim utraconą nadzieję, lecz początkowo stał się powodem do jeszcze większego niepokoju: bo czy do całego nieszczęścia, jakim było zamęczenie na śmierć naszego Boga, nie doszło i to, że ktoś zbeszcześcił Jego ciało?
   Echa tych wszystkich niepokojów pobrzmiewają w Ewangeliach, których opisy jednoznacznie - zanim przekonają nas do uznania tego cudu - jeszcze bardziej potęgują naszą trwogę. W końcu jednak, kiedy uwierzymy aniołom, którzy mówią, iż nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, eksploduje w nas prawdziwa radość. Wtedy właśnie, aby ją wyrazić, sięgamy do starożytnej formuły: Alleluja!

   Ten znany wszystkim okrzyk, obok innego słowa, jakim jest judaistyczne Amen, jest jedną z niewielu formuł, jakie na stałe weszły do naszego języka, choć nie zawsze zdajemy sobie sprawę, co to słowo w istocie oznacza. Wprawdzie intuicyjnie wyczuwamy, że alleluja to taki starożytny "pisk z radości", ale w rzeczywistości nie jest wcale nic nieznaczącym okrzykiem, ale wezwaniem do radosnego wychwalania Boga. Hebrajskie Hallelu-Jah (wysławiajmy Jahwe) jest więc zachętą do modlitwy. Jednak takiej szczególnej, która rodzi się z uwielbienia Boga, uznania Jego mocy oraz z wynikającego stąd przekonania, że nikt inny nie jest tak mocny, jak nasz Pan. Z tego powodu alleluja na kartach Biblii spotkać można przede wszystkim w uroczystych, radosnych psalmach, wysławiających moc Boga, oraz w księdze Apokalipsy, w tych miejscach, w których czytamy o ostatecznym zwycięstwie Boga nad złem i o początku wiecznego królestwa światłości.
   To właśnie z tej przyczyny okres Wielkiej Nocy rozbrzmiewa naszymi radosnymi okrzykami alleluja. Świętujemy przecież zwycięstwo Pana Jezusa nad śmiercią. Triumf tak wielki, że nie można go porównać do niczego innego. Dla nas jest to czas, w którym cieszymy się z tego, czego pierwsze owoce już posiadamy, choć w pełni będziemy przeżywać to dopiero w wieczności.
   Alleluja ma dla nas podwójne znaczenie:
- jest głośnym wezwaniem do modlitwy uwielbienia, a zatem naszym sposobem ewangelizowania świata i przywracania ludziom nadziei - a wołamy alleluja właśnie dlatego, że sami doświadczyliśmy niepojętej mocy Boga: wiemy o tym, poznaliśmy tę moc i teraz chcemy to ogłosić światu; wołając alleluja dzielimy się naszą radością;
- samo to zawołanie jest naszą osobistą modlitwą - wzywając bowiem innych do radości, jednocześnie mówimy Bogu, że wierzymy we wszystko, czego dokonał, i wielbimy Go za te wspaniałe cuda.
   Nie mają więc racji ci, którzy w tym czasie przesyłają sobie życzenia: Wesołego Alleluja itp. Przecież wołanie alleluja samo z siebie jest radosne, a wysławianie Boga, dziękowanie Mu - jak wskazuje na to samo znaczenie tego słowa - musi rodzić się z wdzięczności.
   Niech zatem te nadchodzące święta będą dla nas okazją do odnowienia w sobie wiary w moc żyjącego Boga, który sam powstał z martwych i obiecał także nas wprowadzić do swego królestwa. Alleluja! Chwalmy Pana, który niewiarygodnych rzeczy dokonał na ziemi!

ks. Jakub Kołacz SJ
img